Gwiezdna niedźwiedzica

Uwaga. To jest początek bajki. Pełną wersję możesz zamówić w postaci e-booka pdf. Szczegóły pod darmowym fragmentem.

© Piotr P. Walczak

Krótki dzień dobiegł końca i małą wioskę Otso powoli otulała mroźna ciemność. Niedawno znowu padał śnieg i domy ledwie było widać sponad białego puchu. Okna mrugały na żółto, a z kominów leniwie unosiły się dymy. Pod śnieżną pierzyną było cicho i spokojnie. Za to na niebie rozpoczęło się barwne przedstawienie.

Mroźna cisza wywabiła Ellę z domu. Gdy dziewczynka wyszła za próg, spostrzegła, że wieczór jest nienaturalnie jasny. Podniosła głowę do góry i oniemiała z zachwytu. Kolorowe parawany świateł tańczyły na granatowym niebie. Soczysta zieleń mieszała się z różem i czerwienią. Tu, na dalekiej północy, zorze polarne nie były niczym nadzwyczajnym. Ale ta zorza była najpiękniejsza, jaką Ella kiedykolwiek widziała. Falujące, świetlne smugi wyglądały jak powiewające wstęgi przezroczystego materiału. Płachty kolorowych jasności przysłaniały co chwilę białe punkty gwiazd. Patrzyła jak urzeczona na ten tęczowy spektakl świateł.

- Ella! – w drzwiach stanęła ciotka. – Ella! – powtórzyła.

- Zobacz Rito jaka piękna zorza! – dziewczynka podbiegła do ciotki i chwyciła ją za rękę.

W tym momencie pół nieba rozdarł oślepiający błysk i zrobiło się widniej niż w dzień. Zorza zniknęła w biało-niebieskawej poświacie, a śnieg na ziemi rozświetlił się oślepiająco. Trwało to krótką chwilę. Cienka smuga światła zżółkła, zbladła i zgasła tak szybko jak się pojawiła. Na niebie znów królowała zorza. Zaskrzypiały drzwi sąsiednich domów i powychodzili z nich ludzie zaniepokojeni nagłą jasnością. Wkrótce z oddali dał się słyszeć głuchy odgłos, jakby wybuchu, a potem zadrżała ziemia, tak, że zadzwoniły wszystkie szyby w oknach.

- Co to było!? – spytała Ella, przywierając do Rity.

- Lepiej chodźmy do domu – odparła ciotka, pociągając dziewczynkę za sobą.

Leżąc w łóżku dziewczynka rozmyślała o zorzy i niezwykłym zjawisku, które zobaczyła tego wieczora. Później rozmyślała o Tacie. Wczoraj wyjechał z Otso, a już za nim tęskniła. W końcu usnęła.

Obudziła się w środku nocy. Szyby drżały w oknach. Drganie było dłuższe niż za pierwszym razem.

„Co się dzieje?” – zastanawiała się Ella.

Nigdy wcześniej nie doświadczyła czegoś podobnego. Ziemia nie drżała bez powodu. Po cichu wstała i otworzyła drzwi. Zorza płonęła na niebie, tak jak wieczorem. Wróciła do łóżka, zamknęła oczy i znów zapadła w sen.

* * *

Kwiaty wyrastały w każdym zakątku okna. Jedne wyglądały jak wieloramienne gwiazdy, a inne bardziej przypominały fantazyjnie poskręcane liście. W dzień iskrzyły się złotymi ognikami, a w nocy lśniły srebrzyście, gdy księżyc wschodził nad wioską. Czasem mieniły się kolorowo, gdy nad Otso wracała zorza. Ella codziennie stawała na stołku i przykładała rękę do szyby. Pod jej ciepłem topił się jeden listek i przez chwilę mogła popatrzeć na wydeptaną w śniegu ścieżkę, ginącą gdzieś, w białej dali. Dłoń marzła szybko i gdy Ella ją cofała, mróz natychmiast malował w tym miejscu nowy, srebrzysty kwiat.

- Jak myślisz Rito, czy dzisiaj wróci Tata? – zadawała od kilku dni to samo pytanie.

- Nie wiem Ello – odpowiadała głośno ciotka. – Miejmy nadzieję... – dodawała ciszej, patrząc ze współczuciem na dziewczynkę, bo jej Tata już od kilku dni powinien być w domu.

Ella codziennie wracała wspomnieniem do dnia w którym Tata wybrał się w podróż. Obudziła się wtedy przed wschodem słońca. Ojciec przygotowywał się już do drogi. Sprawdzał psie uprzęże i robił ostatni przegląd sań. Dziewczynka podchodziła do każdego psa, szeptała do niego po imieniu, głaskała i obejmowała za szyję. Psy husky, podobne do wilków, odwzajemniały te pieszczoty, liżąc ją po rękach i twarzy. Na koniec Tata zagarnął ją w ramiona i długo nie wypuszczał z uścisku.

- Wrócę za siedem dni córeczko – powiedział, stając na tylnych płozach sań.

Pomachał Elli na pożegnanie, wydał komendę psom, a te ruszyły z entuzjazmem. Było ich osiem i razem potrafiły uciągnąć naprawdę duży ładunek. Psy uwielbiały to robić. Ich żywiołem były śnieżne bezdroża. Nawet gdy przebywały w domu, Tata często wyjeżdżał z nimi poza Otso, żeby były w dobrej kondycji. Wesoły dźwięk dzwoneczków zaprzęgu niósł się wtedy po całej okolicy. Praktycznie każda taka wycieczka była też udziałem Elli. Nigdy nie przepuściła okazji, żeby wybrać się na przejażdżkę psim zaprzęgiem. Podczas takich wypadów Tata uczył ją przetrwania na śnieżnym odludziu. Poznawała okolicę, rozpalała ogniska i uczyła się kopać śnieżne jamy, żeby przetrwać mroźne zamiecie. Bez trudu rozpoznawała już tropy zwierząt: wilków, zajęcy, różnego rodzaju ptaków, a nawet niedźwiedzi.

Odkąd Ella pamiętała, Tata bez przerwy był w podróży. Zazwyczaj kursował pomiędzy Otso i miasteczkiem oddalonym od wioski o trzy dni drogi. Wracał, pobył tu kilka dni i znów wyjeżdżał. Dłużej bywał w domu tylko podczas lata, gdy nie było śniegu. Ale w Otso lato zawsze było krótkie i niemal zaraz po nim zaczynały padać śniegi.

Ella słyszała z opowieści, że przed laty Otso było całkiem sporą osadą. Było o wiele więcej domów, a nawet bogato zaopatrzony sklep. Potem mieszkańcy zaczęli opuszczać wioskę. Mówiono, że na południu żyje się znacznie lepiej. Jeden po drugim, całymi rodzinami wyjeżdżali na południe, do miasteczka i dalej. W końcu zostali tu tylko sami staruszkowie. Podobno rodzice Elli też chcieli stąd wyjechać ale Mama, którą dziewczynka ledwie pamiętała, zachorowała i zmarła. Tata postanowił zostać w Otso razem z małą córeczką. Ella była jedynym dzieckiem w osadzie.

Tata i jego psi zaprzęg byli łącznikami pomiędzy Otso i resztą świata. Dostarczali mieszkańcom tego, czego potrzebowali. Przywozili naftę do lamp, świece, mydło, cukier, lekarstwa i inne rzeczy niezbędne do codziennego życia. Dostarczali listy z kolorowymi znaczkami i gazetę z wiadomościami ze świata, którą czytali po kolei wszyscy mieszkańcy, a przynajmniej ci, którzy umieli czytać. Czasem komuś coś się zepsuło, więc Tata zabierał to ze sobą na sanie, a podczas kolejnej wyprawy przedmiot, już naprawiony, wracał do właściciela.
Gdy ojciec wyjeżdżał, Ella przenosiła się do domu ciotki Rity. Pomagała jej w domowych obowiązkach i niecierpliwie wyczekiwała powrotu ojca. Tata z każdej podróży przywoził jej jakiś drobiazg. Czasem były to kolorowe korale, czasem pudełko cynamonowych pierników, a czasem nowiutkie, ciepłe buty. Tak było do tej pory. Lecz nigdy dotąd nie zdarzyło się, żeby ojca nie było dłużej niż tydzień.

- Pewnie utknął przed Tęczową Przełęczą – powiedziała któregoś wieczoru Rita. – Jak nawieje tam śniegu, to droga jest nie do przebycia.

- Myślisz, że może wracać inną drogą? – spytała Ella.

- Przez góry? Nie, przez góry nie da się przejechać o tej porze – pokręciła głową ciotka.

- Bardzo chciałabym, żeby już wrócił do domu – powiedziała dziewczynka z tęsknym westchnieniem.

Donośne stukanie do drzwi poderwało ją na nogi.

- Tata! – krzyknęła Ella podbiegając do drzwi.

Otworzyła je szeroko z gwałtownie bijącym sercem i… odwróciła się na pięcie.

* * *

Piotr Walczak autor bajkiMam nadzieję, że początek bajki Ci się spodobał :) Co wydarzy się dalej? Ella po wysłuchaniu legendy o Gwiezdnej Niedźwiedzicy wyruszy w nieplanowaną, niebezpieczną ale pełną magii podróż...
Pełną wersję bajki w formacie pdf możesz zakupić poniżej.
Dzięki temu dorzucisz cegiełkę do rozwoju tej strony.

Dziękuję i pozdrawiam, Piotr Walczak

Tak Piotrze, kupuję!


Gwiezdna niedźwiedzica pdf - kup pełną wersję

Komentarze

Fajna lekturka

Fajna lekturka na gorące lato, dzieciom od razu chłodniej się zrobiło ;) ;) :P

Spoko

Spoko, całkiem przyjemnie się czytało! Pozdrówka

Dodaj komentarz