Wierszyk o statku

Było sobie niegdyś morze, takie wielkie, że aż strach,
pływać po nim zechciał statek zbudowany cały z blach.

I wypłynął z portu okręt, śrubą kręcąc niczym młyn
a z komina w górę leciał siwiuteńki, nikły dym.

Wtem zasnuły ciemne chmury całe niebo po horyzont,
wicher zadął, sztorm uderzył, statek zaraz czekał remont.

Bo co prawda po tym sztormie, wciąż na fali się utrzymał,
lecz bez śruby i komina to na próżno silnik wzdymał.

Wrócił więc do portu biedak, nie o własnych siłach lecz…
holowany przez holownik, co nazywał się Pan Biecz.

Dodaj komentarz