Wierszyk o motocyklu

Co to za maszyna taka, co ma kółek raptem dwa?
Ni to rower, hulajnoga, a nie trzeba tego pchać?

Silnik wielki pośrodku, kierownica, siodło, bak,
I pan w skórach na tym siedzi, niczym kowboj, niczym chwat!

Chromy, nikle jasno świecą, luster wielkich jeden błysk,
Nagle rumor, nagle skowyt, z dwóch rur pięknych siwy dym.

Pomrukując dźwięcznie basem, ruszył mechaniczny koń,
Kask i okulary ciemne, okalają jeźdźca skroń.

Gdzieś wyrusza tego ranka motocyklem swoim w dal,
Bo radości z jazdy więcej, niż na kołach czterech zad.

Dodaj komentarz